Podróżowanie – ale po co?

podróżowanie

Podróżowanie nie jest dla leniwych

Pisanie bloga o podróżach warto rozpocząć… no właśnie od czego? Do pewnego czasu wydawało mi się, że do podróżowania nie trzeba nikogo przekonywać. Przecież nikt z własnej woli nie chce zalegać tylko na swoim podwórku (o ile w ogóle je posiada). Jakże się myliłam! Nieco później dotarło do mnie, że chodzi tutaj o zwyczajne lenistwo. Większość osób nawet lubi podróżowanie. Chętnie ruszy się z domu pod warunkiem, że zostanie zawiezione i oprowadzone, a następnie odstawione pod dom. Problem w tym, że za takie luksusy trzeba zapłacić, często sporo. Nazywa się to wycieczką zorganizowaną. Nie ma przy tym miejsca na dowolność, czas dla siebie. Nie każdego interesuje to samo, a organizator program musi zrealizować. Po co więc za to płacić? Mam na ten temat własne refleksje, ale pozwolicie, że podzielę się nimi w przyszłości.

Z kolei wyjazdy na własną rękę wymagają planowania. I tu jest właśnie największy problem, bo trzeba się wysilić. Człowiek, to istota z natury leniwa. Wielu najwyższą starannością pielęgnuje tę cechę. Dlatego najchętniej zrzuci obowiązek na kogoś innego. A jeśli nie ma pod ręką ofiary do organizowania – zostanie w domu, czekając kiedy jakiś przyjaciel zadzwoni i zaproponuje weekendowy wypad. Może się jednak nie doczekać. Kto nie planuje, ten nie ma! Ewentualnie płaci dla organizatora i obowiązkowo odwiedza sklep z perfumami i papirusami w Egipcie, nabijając kasę sprzedawcom.

Lepiej być, niż nie być!

Wracając więc do tematu – po co podróżować? Odpowiedź jest prosta: „Lepiej zobaczyć coś raz, niż słyszeć o tym tysiąc razy”. Do końca nie wiadomo czyja jest to myśl, ale jak dla mnie trafia w punkt. Warto nawet raz odwiedzić wcześniej wspomnianą egipską perfumerię, niż żałować że nie dało się naciągnąć milusiemu sprzedawcy. Są jednak osoby, które nie mają żadnej ciekawości świata. Te jednostki pominę w swoich rozważaniach, bo to przypadki beznadziejne. Skazane na oglądanie Trudnych Spraw, albo podglądanie co sąsiad robi i dlaczego nie robi tego, co powinien. Na szczęście większość ludzi nie jest tak opornych.

podróżowanie

Wyjazdy może i poszerzają horyzonty, ale… są przyjemniejsze rzeczy!

Z pewnością natkniecie się na banały, że podróżowanie poszerza horyzonty, uczy i robi inne cuda. Szkoda, że nie gotuje i nie sprząta. Internet pełen jest takich pustych frazesów, z których nic nie wynika. Zwiedzanie po prostu sprawia przyjemność. Na to składa się chociażby próbowanie nowych potraw, które nie zawsze są dobre (a najczęściej do tego drogie). Można też wejść do zwyczajnego marketu i sprawdzić, co dobrego mają tam lokalsi. Ostrzegam, że może się to stać powodem powracania do tego kraju po więcej chleba litewskiego, wina hiszpańskiego czy włoskich cannoli. Wystawianie nosa z domu daje też nieskończoną ilość zdjęć, którymi można zdenerwować apaczy w mediach społecznościowych. To tak pół-żartem.

Już całkiem serio, warto mieć jakąś świadomość świata. Nie każdy był orłem z geografii w szkole. Zapewniam jednak, że odwiedzanie różnych miejsc sprawia, że doskonale pamięta się gdzie są i co oferują. Trudniej wtedy pomylić Litwę z Łotwą, a Słowację ze Słowenią. Niestety u osób, które siedzą w domu, zdarza się to na wyraz często.

Podróże zagraniczne, a często i krajowe, mogą mieć jeszcze jeden skutek uboczny. Docenia się to, co się ma. Jeśli w czasie wyjazdu ogląda się brudną Tunezję, można szybko polubić lokalnych panów ze śmieciarki, którzy dbają, aby śmieci nie walały się pod nogami. Zdaję sobie sprawę, że tym wpisem nie przekonam nieprzekonanych. Jednak tych, którzy chcą czegoś więcej od życia, zapraszam do kolejnych wpisów.

Możesz również polubić