Podlaskie klimaty

podlaskie klimaty

Podlaskie klimaty, to coś więcej niż piękny krajobraz

Nie trzeba wyjeżdżać daleko, by poznawać świat. Wiele osób zachwyca się Podlasiem. Mówią, że piękne. Podziwiają przyrodę i próbują lokalnych specjałów. Doświadczają gościnności właścicieli agroturystyk i hoteli. Wszystko to prawda, a opinia jak najbardziej zasłużona. Jednak turyści nie znają zupełnie innej strony mieszkania na tych terenach. Nikt nie mówi o częstej niechęci pomiędzy różnymi wyznaniami. O wiecznej zazdrości, krzywych spojrzeniach i małomiasteczkowości. Ktoś nie jest stąd? Ba! Jest z innej, wcale nie tak odległej miejscowości? No to ma pod górkę, jeśli tylko ośmieli się żyć inaczej niż wszyscy wokoło… Mimo tego, że jestem od urodzenia Podlasianką, dopiero niedawno dotarła do mnie w pełnej „krasie” lokalna mentalność.

Ogródź się drutem kolczastym

To oczywiście przesada, ale jeśli przychodzi Wam na myśli niski, uroczy płotek bądź żywopłot – zapomnijcie! Nabycie działki wymaga natychmiastowego ogrodzenia się. Inaczej posesja będzie służyła za toaletę dla psów. Jeśli ośmielicie się zwrócić uwagę, że elewacja domu nie służy do znaczenia przez psa przechodzącej drogą damy, dostaniecie łatkę lokalnego chama. Mało tego, jeśli ośmielicie się kazać zabrać zwierzaka, zostanie to wypomniane za kilka lat przez osoby, których nawet tam nie było. Wszystko zgodnie z zasadą, że „teściowa mojego kolegi powiedziała…”. Rozwiązanie – fosa z piraniami, a potem mur. Chociaż i to będzie złe, bo nie da się zajrzeć!

Nieposiadanie ogrodzenia wiąże się z jeszcze jedną rozrywką. Jeśli ktoś się nudzi, może codziennie podziwiać sporego psa, który zagląda przez okno tarasowe do domu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zwierzak może uciec. Prawdopodobnie każdy kiedyś tego doświadczył. Pozostaje współczuć i odprowadzić do właściciela. Jednak, jeśli dzieje się to codziennie przez tydzień-dwa, przestaje być zabawne. Szczególnie jeśli pies skacze i niszczy ubranie, a do tego łapie zębami za ręce. Niestety nie posiadam nieskończonej liczby kończyn, by pozwalać na ich gryzienie codziennie. W moim świecie właściciel psa poczuwa się chociaż do zadośćuczynienia szkodom. Ale nie tutaj! W lokalnej mentalności osoba poszkodowana powinna udać się osobiście do posiadacza szkodnika, by uzyskać pieniądze za pogryzioną odzież. W końcu nieważne przeprosiny, liczy się kasa. Nie wiem tylko czy zwrot ma się odbyć na podstawie rachunku? A co z fakturą za rękę? Nie sprawdziłam.

Darmowy monitoring bez możliwości nagrywania

Wiele jest memów o starszych paniach, które całymi dniami obserwują okolicę przez okno. Do tej pory uważałam, że to smutne życie z braku innego zajęcia. Teraz wiem, że taka wizja lokalna, to nie tylko zajęcie samotnych emerytek. Lokalna społeczność, mimo wielu zajęć zawodowych, radzi sobie z tym znakomicie. Nic nie może się odbyć bez adekwatnego komentarza okolicy. Nawet jeśli zapraszasz do siebie przyjaciół, których znasz od wielu lat – lokalni powiedzą ci, że coś jest z nimi nie tak. Prosto w oczy, bez żadnego skrępowania. Nie znając tych osób. Prywatność tutaj, to abstrakcja.

Nasi znajomi nie chcą zjeżdżać po zjeżdżalni z wyjącym ze strachu dzieckiem po ciemku, ani nie przymierzają się do dziecięcego baseniku. Pewnie dlatego nasze zwyczajne zachowanie tak zapada w pamięć, że trzeba je omawiać na walnym zgromadzeniu plotkarzy miasta przez kolejne kilka lat.

Człowieki duże i małe

W klasycznym myśleniu albo masz dzieci i jesteś ktoś, albo nie masz i jesteś gorszym człowiekiem. Naczelny argument przy każdej okazji, to „zobaczysz, jak będziesz mieć dzieci”. Do nikogo nie dociera inny sposób na życie. Masz się rozmnożyć, a dopiero potem lokalsi będą się z tobą liczyć w jakimś stopniu. Póki co, nie masz żadnych praw poza znoszeniem wrzasków i szczekania dzieci. Tak, dokładnie szczekania. Taka zabawa trwająca godzinami.

Człowiek uczy się całe życie. Ostatnio zdobyłam wiedzę, że w lokalnej społeczności rodzic nie jest od zwracania uwagi dzieciom. No chyba, że ma uwagi do dorosłych. Dzieci mają wychowywać sąsiedzi – jak im za głośno, to mają rozmawiać z dziećmi. Rodzice twierdzą oficjalnie, że sami nie będą uciszać pociech. Nie, bo nie. Nie, bo to i tak nic nie da. Za to w ramach rozrywki stawiają „wieżyczkę strażniczą” pod płotem, coby bombelki miały idealny widok aż po horyzont. W tym doskonały wzgląd na nasz talerz z obiadem i wszystko inne. Ludzie bez dzieci praw nie mają. Ani do względnej ciszy, ani do prywatności. Pewnie powinni iść sobie posiedzieć na publicznym placu zabaw ulicę dalej, bo tam dzieci nie chodzą.

Co twoje, to i moje. A co moje – tego nie rusz!

Podlaskie poczucie własności jest bardzo względne. Na tyle, że na ogrodzone włości lokalsów wchodzić nie można, chyba że na wyraźne zaproszenie. Ja to oczywiście szanuję i nie komentuję. Problem pojawia się dopiero z zarządzaniem własnością nieswoją (czyli naszą, tych „nietutejszych”). Z ciekawym zarzutem spotkałam się ostatnio od osoby trzeciej – jakżeby inaczej, niezwiązanej ze sprawą bezpośrednio. Otóż jeśli nie pozwala się wejść firmie na swoją posesję podczas swojej tygodniowej nieobecności i gmerać przy ścianie domu, to jest się problemowym podmiotem. Mało tego, zakazu i tak nikt nie przestrzega. Efektem są wyszczerbione, świeżo wtedy położone płytki na tarasie i opinia chama, co utrudnia innym życie. Przecież nic się nie stało, co nie? Płytki to rzecz nabyta. Podobnie jak rozryty samochodem trawnik, bo parę metrów do skrzyżowania było zbyt daleko.

Pozory mylą

Na „naszych” terenach bardzo trzeba uważać co się mówi i do kogo. Nikt niczego nie zapomina, ale część nie ma oporów, by obsmarować każdego przed każdym. To oczywiście nie przeszkadza w kontynuowaniu najlepszej przyjaźni. Mimo, że dzień wcześniej wyrażało się o tej osobie niepochlebnie. Każdy kij ma jednak dwa końce. Jeśli w lokalnej przyjaźni wygadasz się, że masz coś zbyt wartościowego, w znajomości nastanie głucha cisza na rok. Ot tak, bez wyjaśnienia. Powszechne jest zaglądanie komuś do portfela i komentowanie sytuacji finansowej innych. Tutaj nikt nie dopuszcza do siebie możliwości, że pozory często mylą. A jeśli coś masz, to pewnie ukradłeś, a nie zarobiłeś. Staropolskie przysłowie mówi, że oszczędnością i pracą, ludzie się bogacą. Na szczęście za plotkowanie nie płacą. Inaczej w Polsce byłoby sporo milionerów.

U Pana Boga za piecem

Podlasie często w innych częściach Polski stawia się za przykład mieszania się różnych kultur. Jest to podyktowane głównie kwestiami wiary. O ile w folderach turystycznych jest to przedstawione wręcz cukierkowo, to na co dzień tak kolorowo nie jest. Okolice Hajnówki i Bielska Podlaskiego aż kłują w oczy wzajemną niechęcią katolików i prawosławnych. Wydaje się, że na pozostałych terenach powinno być prościej. Guzik prawda. Tutaj walczą katolicy z… katolikami. W małych miejscowościach chodzisz do Kościoła i będzie ci wcześniej czy później wytknięta pierwsza ławka co niedzielę. Albo nie chodzisz, i też źle, bo niewierzący! Na dodatek nie można takiego później obgadać – w co się ubrał i czym przyjechał. Jest też trzecia opcja, nie chodzisz, nie widzisz, ale gadasz (bo znajomy opowiedział). Jeśli sądzisz, że na Podlasiu wiara, to prywatna sprawa – mylisz się. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma więcej do powiedzenia na ten temat niż ty sam/a. Takie skrzyżowanie Rancza z U Pana Boga za piecem. Polecam oba, jeśli ktoś jeszcze ośmielił się nie oglądać.

Podlaskie klimaty nie dla każdego

Tym, którzy dotarli do końca – gratuluję wytrwałości. Wpis nie jest adresowany do nikogo personalnie. Jeśli znaleźliście jakieś swoje cechy, macie dwa wyjścia. Popracować nad zmianą, by świat nie był pełen plotkarzy i egoistów. Druga opcja, to powiedzieć mi z pogardą w twarz, że nie reprezentuję swoim zachowaniem lokalnych standardów moralności. Niektórzy żyją na świecie tyle lat, a nie wiedzą, że wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Jak więc widzicie, nie trzeba wyjeżdżać na drugi koniec świata, by zderzyć się z obcą kulturą. Podróżowanie nie zawsze jest przyjemne.

Możesz również polubić